Zakazany owoc -seks analny

Dla niektórych – seks analny to normalny kolejny etap w związku. Dla innych – coś absolutnie okropnego, nienaturalnego. Coś o czym nawet nie ma sensu rozmawiać – gdyż przecież ta część ciała służy do czegoś zupełnie innego, nie do seksu!
Większość osób jest “pośrodku”. Czują iż seks analny to “owoc zakazany” – ale owoc ten kusi ich, by choć spróbować, by choć wiedzieć z czego rezygnują. Czasem po pierwszej próbie przekonują się do przyjemności płynącej z takiego seksu. Czasem już nigdy do niego nie wracają.
Oto kilka podstawowych informacji, które trzeba znać, jeśli chce się eksplorować nieznane tereny:
- zaopatrz się w lubrykant. Bez tego, w ogóle nie zaczynaj. W przeciwieństwie do pochwy, odbyt się NIE nawilża sam! W ostateczności możesz użyć zwykłego lubrykantu – ale lepiej jeśli będzie to specjalny lubrykant przeznaczony do seksu analnego np. ten – tańszy, lub ten – renomowanej firmy Pjur.
- nie zaczynajcie od razu od pełnej penetracji penisem! Lepiej zacząć od penetracji czymś znacznie cieńszym, np palcem w prezerwatywie, lub zabawką stworzoną właśnie w tym celu. Dobrze, jeśli na początku penetrację kontroluje kobieta – by przyzwyczaić się do odczucia.
Zobacz proponowane zabawki:



- w przypadku rozpoczęcia właściwej penetracji – konieczna jest prezerwatywa. Nawet zakładając, że jesteście w stałym związku i oboje jesteście zdrowi. W jelicie znajdują się bakterie, które mogą przeniknąć do cewki moczowej mężczyzny. Warto też zaopatrzyć się w specjalną prezerwatywę do seksu analnego- jest nieco grubsza i wytrzymalsza.
Czytałam niedawno, że tą drogą (w przypadku uszkodzenia prezerwatywy) łatwo zarazić się: AIDS, cytomegalią czy zapaleniem wątroby. Istnieje także ryzyko uszkodzeń mechaniczych, można też nabawić się zakażeń jelit.
Zanim zdecydujesz się – po prostu trzeba znać te zagrożenia – by samemu podjąć decyzję i zachować środki ostrożności.
Wysłane: Październik 2, 2008 pod Bez kategorii, Dla Niej i dla Niego, Edukacja seksualna.
Tagi: seks analny

Comment from dobry katalog
Time 04/04/2011 at 20:39
Ciekawe! Będę częściej do Ciebie zaglądała.